Dieta dziecka w chorobie i zdrowiu – aspekt psychologiczny


 

Nasze ponad ośmioletnie doświadczenie z dietą wciąż trwa, choć od ładnych paru lat nie wiemy, co to choroba. A wszystko zaczęło się właśnie od nieustępującej i pogłębiającej się choroby. To był pierwszy bodziec do wprowadzenia zmian żywieniowych w naszej rodzinie. Teraz motywacją do codziennej dbałości o zawartość naszych talerzy jest chęć podtrzymania zdrowia i dobrego samopoczucia.

Ważne, aby taką motywację – naturalną wewnętrzną potrzebę zaszczepić w dzieciach. Jak tego dokonać? Jak uniknąć pułapki stosowania zakazów i nakazów? Odpowiem na przykładzie mojego czternastoletniego syna, u którego kiedyś, przed laty zmieniłam dietę z dnia na dzień. Wtedy właśnie dobiliśmy do przysłowiowej ściany, gdy lekarze okazali się bezradni. Nie wahałam się, bo nie miałam nic do stracenia. Byłam zdeterminowana. Pamiętnego 15 listopada 2009 r. wprowadziłam pierwsze zmiany w naszej kuchni. A potem, w kolejnych tygodniach, miesiącach i latach, cały czas pogłębiając wiedzę, wprowadzałam następne.

Dietoterapia i dietoprofilaktyka u mojego synka miała kilka etapów.

 

ETAP 1: PRZEDSZKOLE

Pierwszy etap to okres przedszkola, zaczął się, gdy syn miał pięć i pół roku. W jego posiłkach ograniczyłam węglowodany, zwiększyłam udział tłuszczu oraz zrotowałam pokarmy zbożowe i mleczne (tzn. zaczęłam je oferować dziecku tylko dwa razy w tygodniu, pozostałe dni były bezzbożowe i bezmleczne). Dziecko zareagowało na tę zmianę pozytywnie – odmienne posiłki przypadły mu do gustu. Nie było z naszej – rodziców strony zakazów ani nakazów, po prostu proponowaliśmy synowi inne jedzenie, nie komentując zmian. Trudnością okazało się jednak przedszkole. O ile nie stanowiło dla mnie problemu przygotowywanie posiłków do przedszkola, to problemem były przedszkolne poczęstunki, najczęściej w postaci niezdrowych słodyczy, pojawiających się z okazji urodzin, okolicznościowych spotkań itp. Oczywiście mogłam ustalić z nauczycielami przedszkolnymi, aby mojego dziecka nie częstowano, ale wyrządziłabym mu tym krzywdę. Było za małe, aby zrozumieć sytuację. Nie mogłam też od niego oczekiwać, że samo będzie ograniczać się w częstowaniu – jeszcze do tego nie dojrzało. Nie mogłam też całkowicie „odpuścić”, bo to zniweczyłoby efekt dietoterapii. Był to naprawdę ciężki i wyczerpujący etap, ale nie poddałam się. Za każdym razem, w każdej nowej sytuacji szukałam jakiegoś rozwiązania; często rozmawiałam na ten temat z paniami pracującymi w przedszkolu, prosząc ich o mądre wsparcie.

ETAP 2: PIERWSZE KLASY PODSTAWÓWKI

Szkoła to nasze szczęście do nadzwyczajnej, emanującej empatią Nauczycielki. Nauczycielka od początku współpracowała ze mną, na przykład ustalając przed wycieczkami szkolnymi, co można zaoferować synowi, a czego nie. Rozumiała istotę leczenia dietą, rozumiała nas, „przemycała” ideę zdrowego odżywiania na forum całej klasy, a przy tym wykazała się niezwykłą delikatnością i taktem wobec innych dzieci i rodziców. Oczywiście nie oznaczało to, że problem słodyczy czy wszechobecnego pieczywa poza domem zniknął; syn nadal miał styczność z tego rodzaju poczęstunkami, ale stopniowo zaczęłam mu uświadamiać, dlaczego odżywiamy się trochę inaczej niż inni. W tym czasie zdarzało się, że podjadał coś ukradkiem, że znajdowałam papierki po cukierkach cichcem przyniesionych ze szkoły. W związku z tym postanowiłam sobie, że zacznę inaczej rozmawiać z synkiem, że dam mu przyzwolenie na te „grzeszki”, po to aby nie musiał się ukrywać. Nie było to łatwe, bo o ile łatwo wypowiedzieć słowa, to trudno ukryć własne napięcie. A dziecko – mały, czuły „radarek”, w mig wyczuwa nawet najskrytsze troski rodzica.

ETAP 3: WŁASNE DECYZJE

Moje postanowienie przyniosło zaskakująco pozytywne efekty, choć pojawiały się one stopniowo, nie od razu. Zawsze, gdy tłumaczyłam synowi, dlaczego coś może mu zaszkodzić, a coś innego – wzmocnić go, kończyłam moim sakramentalnym powiedzeniem: ja tylko doradzam, a ty decydujesz. Zawsze szanowałam jego decyzje, niezależnie od tego, czy były po mojej myśli, czy nie. On to wyraźnie odczuł i poczuł się na tyle swobodnie, że na przykład otwarcie potrafił mi opowiedzieć, dlaczego sięgnął po słodką pszenną bułeczkę w szkole. A ja go świetnie dzięki temu rozumiałam. Z drugiej strony z własnej inicjatywy zaczął ograniczać się w słodkich poczęstunkach poza domem, a nawet z nich rezygnować, o czym ochoczo mnie informował. Wreszcie odczułam ulgę.

ETAP 4: ŚWIADOMOŚĆ

Zaczęliśmy rozmawiać o przeszłych chorobach i o potrzebie codziennej profilaktyki zdrowotnej. Pokazałam mu dzienniczki z jego jadłospisami sprzed lat, w których skrupulatnie zapisywałam, co jadł i jak się czuł po określonym rodzaju pożywienia. Poruszyło go to do tego stopnia, że postanowił teraz sam poprowadzić sobie taki dzienniczek przez kilka dni. Po paru dniach „obserwacji” stwierdził, że pokarmy mleczne mu służą, ale musi ograniczyć zboża. Sam przygotowuje sobie większość posiłków, uwielbia gotować. Poza tym żywo interesuje się książkami kulinarnymi, podczytuje moje książki o tematyce dietetyczno-medycznej, wsłuchuje się w doniesienia medialne o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, komentuje moje materiały z zajęć na uczelni (kierunek – dietetyka i psychodietetyka 🙂 ). Wreszcie odpoczywam. Ale nie żałuję wieloletniego wysiłku, moje dziecko tryska zdrowiem i co ważniejsze, jest świadome – umie samo o siebie zadbać.

 

A oto fragment notatek mojego syna z jego dzienniczka jadłospisowego, z czerwca 2018 r.:

15 czerwca

  • gulasz wołowo-warzywny, natka pietruszki
  • truskawki „ze zwykłego sklepu”, tj. najprawdopodobniej pryskane – odrobina (poczęstunek w szkole)
  • czereśnie, czarna porzeczka – mała ilość
  • migdały
  • surowe mleko
  • pomidor
  • truskawki – odrobina
  • smażona kiełbasa, grzanki z chleba żytniego na zakwasie, sos pomidorowy
  • sok z ogórków kiszonych
  • kakao na mleku surowym z miodem
  • dżem z czarnej porzeczki
  • plasterek cytryny
  • listki mięty

16 czerwca

  • tatar (surowe mięso wołowe, surowe żółtko, ogórek kiszony, cebula)
  • piana z białek zaparzona miodem, z dodatkiem przypraw korzennych
  • surówka z pomidorów i oliwy z oliwek
  • czereśnie i truskawki
  • migdały
  • woda z cytryną i świeżą miętą
  • masło

17 czerwca

  • gulasz wołowo-warzywny
  • czereśnie
  • sałatka ze skwarków, surowych pomidorów i papryki pasteryzowanej
  • czereśnie
  • sałata z sosem winegret
  • maliny

18 czerwca

  • gulasz wołowo-warzywny, natka pietruszki
  • migdały
  • orzechy ziemne
  • czereśnie
  • odrobina malin z miodem
  • sałata z sosem winegret
  • miód
  • zupa ogórkowa z boczkiem

 

UWAGA

Powyższy jadłospis jest jadłospisem mojego dziecka, co nie oznacza, że jest zaleceniem dla innych dzieci. Każde dziecko powinno kreować swoje własne, indywidualne i niepowtarzalne menu, przy właściwym wsparciu ze strony rodziców, takie, które mu smakuje i które służy jego zdrowiu. Jadłospisy moich dzieci są dynamiczne i zmieniają się w czasie. Nie powinno się wyciągać zbyt uogólnionych wniosków na temat sposobu odżywiania dzieci na podstawie powyższego przykładu.

 

Zapraszam do dalszej lektury:

Jak odżywiać dziecko?

Przykładowy jadłospis moich dzieci

Groźne produkty i odżywcze pokarmy

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.