Groźne produkty i odżywcze pokarmy

 

Poniżej przedstawiam tabelę – Groźne produkty i odżywcze pokarmy – którą, ze względu na jej kluczowe znaczenie w zdrowym odżywianiu się, umieściłam w każdej z moich książek.

W tabeli znajdziemy listę przemysłowo wytworzonych produktów spożywczych i ich odpowiedników w postaci naturalnych pokarmów. Wśród produktów spożywczych znajdują się nie tylko produkty przetworzone, zawierające mnóstwo rozmaitych, szkodliwych dla zdrowia dodatków „E”, lecz także nieprzetworzone warzywa, owoce, zboża, jajka czy mięso pochodzące z wielkoobszarowych upraw i przemysłowych hodowli zwierząt. Produkty te zawierają pozostałości chorobotwórczych pestycydów, hormonów, antybiotyków i innych środków farmakologicznych. Z kolei pokarmy naturalne, nieprzetworzone przemysłowo pochodzą z małych, prowadzonych metodami tradycyjnymi gospodarstw, w których nie stosuje się pestycydów ani sztucznych nawozów, a zwierzęta hodowane są w humanitarnych warunkach, z dostępem do zielonych łąk i słońca. W takich gospodarstwach, w których ziemia użyźniana jest w sposób naturalny, przy zastosowaniu obornika, gnojówek roślinnych, kompostu i płodozmianu, wytwarzana żywność ma wysoką wartość odżywczą w porównaniu z powszechnie dostępnymi w sklepach produktami spożywczymi pochodzącymi z wyjałowionych gleb. Żyzność ziemi determinuje wartość odżywczą nie tylko pokarmów roślinnych, lecz także odzwierzęcych, takich jak mleko, sery, jajka czy mięso, gdyż zwierzęta odżywiają się roślinami.

Na podstawie tego rozróżnienia żywności wyodrębniłam jej dwie kategorie, które nazwałam „produktami spożywczymi” i „pokarmami”. Mając na uwadze szkodliwość zdrowotną tych pierwszych, określiłam je jako „groźne”, z kolei pokarmy, ze względu na ich cenne walory – jako „odżywcze”. To rozróżnienie i te określenia celowo stosuję w moich publikacjach, aby zwrócić uwagę na sedno problemu diety współczesnego człowieka.

Określenie „groźne produkty” zostało tutaj zastosowane umownie, nie wiąże się z nagłym i silnym zagrożeniem powodującym kalectwo lub śmierć; oznacza produkty spożywcze, które w różnym stopniu, bezpośrednio lub pośrednio, w różnym czasie (mniej lub bardziej odroczonym), w sposób widoczny lub niedostrzegalny mogą przyczynić się do pogorszenia stanu zdrowia człowieka lub osłabienia jego organizmu ze względu na zagrożenia, takie jak pozostałości pestycydów, zanieczyszczeń środowiskowych i środków farmakologicznych w żywności, potencjalnie chorobotwórcze dodatki do żywności, obecność wynaturzonych (tj. nienaturalnie zmienionych przez obróbkę przemysłową) makroskładników (tj. białek, tłuszczów i węglowodanów) w produktach spożywczych czy drastycznie obniżona ich wartość odżywcza, enzymatyczna i mikrobiologiczna. Czynnik chorobotwórczy, jakim jest niedostateczna wartość odżywcza żywności oferowanej przez przemysł spożywczy, wynika nie tylko z obróbki przemysłowej, lecz także z wyjałowienia gleb oraz niewłaściwych warunków hodowli zwierząt. Wyjałowienie gleb to konsekwencja prowadzenia intensywnych, monokulturowych i wielkoobszarowych upraw roślin, natomiast niewłaściwe warunki hodowli zwierząt to przede wszystkim brak pełnego dostępu do światła słonecznego i naturalnych pastwisk.

Określenie „odżywcze pokarmy” oznacza żywność nieprzetworzoną przemysłowo, o wysokiej wartości odżywczej, pochodzącą z gospodarstw prowadzonych naturalnie – bez użycia pestycydów, nawozów sztucznych i środków farmakologicznych, z zachowaniem najwyższych standardów sztuki ekologicznej uprawy roślin i hodowli zwierząt, lub z dzikich terenów oddalonych od źródeł zanieczyszczeń środowiskowych.

O tym, jak bardzo należy zwracać uwagę na żywność, którą spożywamy, świadczy wymierny fakt, jakim jest obecność glifosatu w organizmach większości Polaków, w tym dzieci. Spośród osób skierowanych przeze mnie na badanie stężenia glifosatu w moczu nie znalazł się jeszcze człowiek, którego organizm byłby wolny od tego groźnego dla zdrowia herbicydu – środka chwastobójczego. Relacje osób, które zdecydowały się na to badanie, można odnaleźć w komentarzach do mojej publikacji pt. Glifosat w moczu dziecka. Glifosat obecny jest przede wszystkim w produktach zbożowych, poza tym w wodzie pitnej, warzywach, owocach, mleku – w tym w mleku kobiecym – czy w miodzie rzepakowym. Podejrzewam, że substancja ta znajduje się również w mięsie i jajkach pochodzących od zwierząt karmionych zbożami i paszami przemysłowymi. Glifosat oddziałuje nie tylko na rośliny, ale także na grzyby i mikroorganizmy. Nic dziwnego, że przyczynia się do dysbiozy jelitowej – naruszenia równowagi mikrobiologicznej w jelitach, a tym samym, pośrednio – do wszelkich chorób; wszak zrównoważona, właściwa mikroflora jelitowa jest podstawą zdrowia całego organizmu. Ponadto glifosat przyczynia się do zaburzenia gospodarki hormonalnej, szczególnie produkcji hormonów płciowych, oraz do chorób neurologicznych i nowotworowych. Więcej na temat glifosatu piszę w książce Żywność a zdrowie człowieka.

Na podstawie badań i odkryć dr. Westona Price’a, który badał diety odizolowanych od cywilizacji społeczności odżywiających się w sposób całkowicie naturalny i cieszących się doskonałym zdrowiem, można śmiało stwierdzić, że żywność naturalna chroni człowieka przed chorobami, natomiast żywność przemysłowo wytworzona pogarsza jego stan zdrowia. Poniższa tabela jest przewodnikiem dla osób, które chcą zmienić swój sposób odżywiania się na bardziej naturalny i bezpieczny, bliższy społecznościom badanym przez Price’a:

Zamiana przemysłowo wytworzonych produktów spożywczych na odżywcze pokarmy nie jest zadaniem na dzień, tydzień czy miesiąc. To długi proces i najlepiej przeprowadzać go stopniowo. Wiąże się on z poszukiwaniem nowych, właściwych źródeł zaopatrzenia w dobrą żywność, co z początku może się wydawać trudne, a nawet nie do zrealizowania. Z czasem jednak, jeśli tylko mamy świadomość, jak bardzo nasze zdrowie zależy od tego, co znajduje się na naszych talerzach, zorientujemy się, że zadanie to nie tylko nie jest niewykonalne, lecz także staje się coraz łatwiejsze, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy.

 

6 thoughts on “Groźne produkty i odżywcze pokarmy

  1. A czy może Pani polecić jakieś dobre źródło ryb? Może być nasza okolica (Małopolska), może być gdzieś indziej. Domyślam się, że wszelkie bałtyckie, nawet jeśli bezpośrednio od rybaka, raczej odpadają…

    p.s. Czekam na książkę! 🙂

  2. Niestety nie mam teraz „na oku” dobrego źródła ryb. Czym należałoby się kierować, w poszukiwaniu takiego? Najlepiej, aby były to ryby z dzikich i czystych terenów, złowione przez zaprzyjaźnionego wędkarza – hobbystę… Chodzi nie tylko o czystość środowiska, w którym ryba żyje, ale również rodzaj pokarmu, jaki spożywa. Ryba w naturalnych warunkach nie odżywia się zbożem czy przemysłową karmą zawierającą zboża, transgenicznie skażoną soję, mączkę z zatrutych ryb morskich, pestycydy, konserwanty i nie wiadomo jeszcze co. W naturze ryba żywi się mniejszymi rybami i innymi stworzeniami oraz glonami.
    Oczywiście możemy iść na jakiś kompromis, wybierając ryby z ekologicznych terenów, choć sztucznie dożywiane, i spożywając je tylko od czasu do czasu. Proszę spojrzeć tutaj: http://www.stawymilickie.pl/ – kiedyś zaopatrywali jedną z większych sieci handlowych, nie wiem, jak jest teraz, można do nich zadzwonić. Można też poszukać „szlachetniejszych” sprzedawców ryb na Targu Pietruszkowym w Krakowie, wejść z nimi w kontakt, porozmawiać o sposobie żywienia ryb.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Niestety dla większości ludzi sa to produkty nie do zdobycia . W sklepach jest co jest , o swojskiej śmietanie czy maśle można tylko pomarzyć

  4. Nie wiem, gdzie Pani mieszka, domyślam się po adresie e-mail, że w Wielkiej Brytanii. Trudno jest mi więc odnieść się do Pani sytuacji. Natomiast w Polsce „swojskie jedzenie” jest jak najbardziej do zdobycia, i to nie tylko na wsi, ale w większości miast i miasteczek – na targach, na które przyjeżdżają drobni rolnicy z wyrobami ze swoich własnych gospodarstw. Zakupów można dokonać na targu lub umówić się z rolnikiem na odbiór towaru w jego gospodarstwie.

  5. Szanowna Pani,Pani porady sa niestety nie praktyczne i nie wykonalne dla wielu!
    Nalezy Pani do mniejszosci,ktorzy maja dostep do zdrowego pozywienia w tych czasach!Paktyczne bylyby porady jak wybrac mniejsze zlo z tego co jest dostepne w Supermarkecie
    Pozdrawiam serdecznie<B

  6. Pani Beato,

    Dziękuję za Pani uwagi, odzwierciedlają one sedno problemu współczesnych ludzi. Podsunęła mi Pani pomysł na kolejną audycję, którą postaram się opublikować w najbliższym czasie.
    Co do praktyczności moich porad, przyznaję, że są one trudne dla początkujących, ale łatwe w realizacji, gdy się osiągnie wprawę. I co najważniejsze – niezwykle praktyczne w utrzymywaniu trwałego i całościowego zdrowia, jak również wychodzeniu z chorób (przez co rozumiem osiąganie całkowitego wyzdrowienia lub wyraźnej i trwałej poprawy). W bilansie czasowo-finansowym, jeśli zestawimy czas, energię i pieniądze, jakie tracimy, gdy jesteśmy chorzy i nieskutecznie się leczymy, z wysiłkiem wkładanym w zdrowe odżywianie, prowadzenie zdrowego stylu życia jest proste i opłacalne.
    Chcę podkreślić, że zdecydowanie nie należę do „uprzywilejowanej” mniejszości: mieszkamy na wsi, w której nie ma już ani jednej krowy, a pola obficie polewa się chemią. W związku z tym po żywność jeździmy do… miasta (na targ)! Korzystamy też ze sklepów internetowych. Jedyną przewagą mojej sytuacji nad sytuacją ludzi mieszkających w mieście jest możliwość osobistej uprawy ziół, malin, porzeczek i agrestu oraz dostęp do dzikich ziół w pobliskim polu. Niestety nie mam czasu na uprawę warzyw, choć marzę o tym i kiedyś swoje marzenie zrealizuję. Zakupy na targu robimy raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od możliwości czasowych. Jestem mamą, która studiuje, prowadzi działalność gospodarczą, sprząta, gotuje, pierze, robi zakupy, zawozi i przywozi dziecko ze szkoły, dba o wygospodarowanie czasu dla dzieci (przynajmniej w formie codziennego, krótkiego spaceru), od poniedziałku do piątku codziennie udziela swoim dzieciom lekcji angielskiego i robi wiele innych ważnych dla rodziny rzeczy. Nie jestem nikim wyjątkowym i przyznaję, że czasami dostaję „zadyszki”. Oczywiście obowiązki domowe dzielę z mężem, ale tylko wtedy, gdy jest w domu; gdy wyjeżdża na kilka tygodni związku z pracą, pozostaję sama „na polu bitwy”, nie korzystam z pomocy dalszej rodziny. Podstawą dobrego funkcjonowania w takiej sytuacji jest dobra organizacja czasu, pod względem obowiązków, jak i odpoczynku, a także wyznaczanie życiowych priorytetów i selekcja rzeczy do zrobienia, czyli umiejętność rezygnacji z rzeczy mniej istotnych lub rzeczy, które mogą poczekać.
    Chcę jednak wyjść Pani naprzeciw i podpowiedzieć, jak zminimalizować negatywne skutki żywienia się produktami przemysłu spożywczego, jeśli na danym etapie życia skazani jesteśmy na hipermarkety. Będzie to tylko ogólna wskazówka, gdyż ostatecznie każdy człowiek powinien wykształcić swój własny, niepowtarzalny jadłospis, odpowiadający jego upodobaniom i stanowi zdrowia. Niestety mając wiedzę i doświadczenie, jakie dotąd zdobyłam, nie mogę gwarantować pełni zdrowia na żywieniu hipermarketowym. Ale uważam, że nie należy wprowadzać zmian wbrew sobie, na siłę, tylko działać metodą małych kroczków. Każdy kolejny krok to zmiana na lepsze.
    A więc – co kupować:
    • tłuszcze – masło, nierafinowana oliwa z oliwek, smalec, nierafinowany olej kokosowy
    • białka – mięso nieprzetworzone, jajka, orzechy, fasole
    • węglowodany – nieprzetworzone warzywa i owoce oraz kasze i ryż pełnoziarnisty
    • sól: kamienna, kłodawska – bez jodu i bez antyzbryacza
    • jak najwięcej z w/w produktów – z działu z żywnością ekologiczną.
    Czego unikać:
    • tłuszcze – oleje rafinowane, margaryny
    • białka – wędliny, konserwy rybne i mięsne, wędzonki, mleko i jego przetwory
    • węglowodany – płatki, makarony, pieczywo, mąka, batoniki, czipsy, frytki, pizza itp., słodycze, dżemy, miód niepochodzący z jednej, konkretnej pasieki, owoce suszone siarkowane
    • sól: warzona – śnieżnobiała, z antyzbrylaczem
    Poza tym nie mając bezpośredniego dostępu do rolników, warto skorzystać z możliwości zakupu przez internet:
    • ziarna lub mąki z upraw ekologicznych, a zwłaszcza – dawnych odmian pszenicy
    • nierafinowanego oleju kokosowego
    • nieodtłuszczonego kakao
    • niesiarkowanych suszonych owoców
    • i wielu innych produktów.
    Idealnie byłoby dowiedzieć się, czy w Pani mieście funkcjonują mlekomaty z nieprzetworzonym, pełnotłustym mlekiem.
    W codziennym żywieniu za podstawę węglowodanową proponuję przyjąć warzywa, owoce i orzechy, a nie zboża, oraz nie obawiać się tłuszczu.
    Pani Beato, jeśli będzie Pani miała jeszcze jakieś pytania, zapraszam do ich zadawania na mojej stronie internetowej. I zapraszam w najbliższej przyszłości do wysłuchania mojej audycji, do której mnie Pani zainspirowała. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.