Dajcie dzieciom słodyczy

 

Dlaczego zabraniać dzieciom słodyczy?

 

Nie chodzi o cukier występujący w miodzie, burakach cukrowych, rodzynkach, figach, suszonych daktylach, słodkich owocach, słodzie jęczmiennym, kaszy jaglanej, kukurydzianej. To naturalny cukier, potrzebny człowiekowi do życia jak pokarm i woda. Zwłaszcza mózg nie może obejść się bez naturalnej „słodyczy”, a dzieciom potrzeba jej więcej niż dorosłym.

cytat z książki dr med. Danuty Myłek pt. Alergie [1]

 

Zabraniając naszym pociechom słodyczy, niechcący wylewamy dziecko z kąpielą. Nie jest to kwestia naszych intencji, bo te z pewnością są dobre, nie chodzi też o „przekonania dietetyczne”, bo akurat w tym przypadku chyba wszyscy dietetycy i lekarze są zgodni: cukier nie służy zdrowiu. Ja, i nie tylko ja, nazywam go wręcz trucizną, gdyż spełnia jej definicję. Chodzi o dobór słów, za pomocą których komunikujemy się z dziećmi i o potrzeby najmłodszych.

Jak wynika z wyżej przytoczonego cytatu z książki dr Danuty Myłek, dzieci szczególnie potrzebują słodkich pokarmów. Ale zwróćmy uwagę: mówimy tu tylko o naturalnych pokarmach, takich jak owoce i miód. Słodycz w słodyczach przemysłowo wyprodukowanych, typu cukierki, ciastka, żelki, lizaki, czekolada, pochodzi przede wszystkim z chorobotwórczego i uzależniającego cukru – wyizolowanej sacharozy, względnie – z jeszcze bardziej szkodliwych syropów: glukozowo-fruktozowych, wysokofruktozowych itp.

Co do słów, które kierujemy w stronę dzieci: nie odbierajmy im słowa „słodycze”, niech będzie to słowo dozwolone, niech się nim nasycą. Unikajmy zakazów. „Zakaz spożywania słodyczy” – zasada ta budzi tylko frustrację, kojarzy się z ograniczeniem, skłania raczej do buntu. A przecież ważne jest, aby najmłodsi przede wszystkim kierowali się zrozumieniem, a nie obawą przed złamaniem zakazu. Jeśli dzieci rozumieją, co i dlaczego tak naprawdę im szkodzi, same zaczynają podejmować wybory, zaczynają też obserwować zależności między tym, co spożywają i swoim samopoczuciem. Ich wybory mogą być różne. Pozwólmy im na popełnianie błędów. Skierujmy przy tym ich uwagę na prawdziwych winowajców: cukier, syropy, konserwanty, barwniki czy aromaty powszechnie stosowane w produkcji słodyczy. Przestrzeżmy je także przed groźnymi słodzikami typu aspartam czy „wzmacniaczem smaku” – neurotoksycznym glutaminianem sodu, który można znaleźć na przykład w czipsach.  Zaproponujmy coś atrakcyjnego, nie pozbawiajmy ich słowa „słodycze”, a zaoferujmy słodycze naturalne: świeże lub suszone owoce, aromatyczne kompoty z dodatkiem przypraw korzennych, rozmaite orzechy i nasiona, na przykład nasiona słonecznika w miodzie z dodatkiem cynamonu, goździków albo kolendry, sałatki owocowe, banany w sosie czekoladowym, domowe sezamki i chałwę, kutię, lody z mrożonych bananów czy ciasta i ciasteczka pieczone w domu na zdrowych mąkach, tłuszczach i jajkach, z udziałem słodkich owoców, pachnących przypraw i ziół, na przykład sproszkowanej lawendy.

W szkole moich dzieci wprowadzono zasadę nieprzynoszenia słodyczy. Bardzo cenię prozdrowotną inicjatywę szkoły, niewątpliwie jest ona pozytywnym sygnałem dla otoczenia: dbamy o zdrowie uczniów. Jednak obawiam się, że w odbiorze uczniów brzmi ona jak zakaz i w efekcie działa jak zakazany owoc. Co więcej, obawiam się, że dzieci nie do końca rozumieją, o co w tym w wszystkim tak naprawdę chodzi. Instynktownie pragną smaku słodkiego, ale ten jest kojarzony z czymś złym. To może budzić frustrację. Podobnie jak rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2015 r. o żywieniu dzieci w placówkach oświatowych[2], frustrujące nawet dorosłych. Zwróciłam na to uwagę dopiero niedawno, kiedy moja córka powiedziała, że nie chce domowej szarlotki do szkoły, bo inni uczniowie będą na nią krzywo patrzeć. Przecież nie wolno przynosić do szkoły ciasta! Nieistotne, że w szarlotce nie ma ani grama cukru i że jest to posiłek wysokoodżywczy: zawierający sporo jajek, masła, kaszę jaglaną, a także przyprawy i owoce. I w ten sposób pojawia się paradoks: zdrowe, świadomie przygotowane jedzenie może zostać uznane za zakazane. Z drugiej strony może dochodzić do innego paradoksu: dziecko przynosi „w majestacie prawa” przemysłowo wyprodukowane „zdrowe” płatki śniadaniowe czy jogurt owocowy, w których aż kipi od cukru i wątpliwych dodatków. Kiedyś, jakiś bardziej świadomy nauczyciel sprzeciwił się przynoszeniu do szkoły jogurtów (zapewne tych kupnych), ale i w tym przypadku doszło do nieporozumienia: dziecko obawiało się wziąć ze sobą jogurt zrobiony w domu, z mleka prosto od krowy, z dodatkiem domowej porzeczki na miodzie.

Co proponuję przedszkolom i szkołom? Zamiast wprowadzania zakazu przynoszenia słodyczy – zachęcanie dzieci i rodziców do przynoszenia posiłków bez udziału cukru, słodzików, syropów, konserwantów, barwników i aromatów. Cukier i wymienione dodatki do żywności niekorzystnie wpływają na układ nerwowy dzieci, a co za tym idzie – na ich samopoczucie i zachowanie. Myślę, że ten argument bardziej przemówi do rodziców niż stosowanie zakazów. Należy zrozumieć rodziców, którzy sami uwikłani są w cukrowy nałóg. Nie krytykujmy, nie zakazujmy, a łagodnie przemawiajmy, choć wymaga to od nas sporej dawki cierpliwości i czasu. Jeśli jakieś dziecko przyniesie produkt spożywczy zawierający szkodliwe składniki, można się wspólnie pochylić nad etykietą i zastanowić nad jego wpływem na samopoczucie człowieka, na przykład zwrócić uwagę na gwałtowny przypływ i spadek energii, pobudzenie i senność po spożyciu takiego produktu. Przy okazji spontanicznie zrealizujemy lekcję biologii w zakresie zdrowego odżywiania. Poza tym można poprosić rodziców o dostarczenie naturalnych składników do wypieków, deserów i innych zdrowych słodkości, które byłyby przygotowywane podczas zajęć w przedszkolu czy szkole.

Pamiętajmy, że naszym celem jest edukowanie dzieci w taki sposób, aby same potrafiły zadbać o siebie, nie tylko w szkole, ale też poza nią, w obecności innych osób, które mają różne nawyki dietetyczne, i w samotności, gdy nikt nie patrzy, czyli z prawdziwej, wewnętrznej potrzeby, przekonania i zrozumienia.

W osobnym wpisie podaję przepis na naszą szarlotkę w różnych wariantach. Smacznego 😊 

 

[1] Danuta Myłek: Alergie, Wydawnictwo W.A.B. 2001 r., s. 23-24

[2] Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 26 sierpnia 2015 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach; Dz.U. 2015, poz. 1256; http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150001256 – data dostępu: 2017-09-25

 

 

Książka “Zdrowe Dzieci”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.