Dieta dobrych produktów

A teraz przedstawię książkę, której treść mogę poprzeć moimi osobistymi doświadczeniami. I jak zwykle, podzielę się własnymi przemyśleniami.
Dieta dobrych produktów to kolejna książka napisana przez dr Ewę Bednarczyk-Witoszek (Wydawnictwo KOS, 2013 r.). Doktor Witoszek jest lekarką, specjalistką laryngologii drugiego stopnia, która od 26 lat zajmuje się tematem wpływu diety na organizm ludzki i jej rolą w leczeniu. Po raz pierwszy spotkałam się z Panią Doktor wirtualnie, w formie korespondencji e-mailowej, jesienią 2009 r. Wtedy to sięgnęłam po jej pierwszą książkę pt. Dieta optymalna (Wydawnictwo Amerigo, 2005 r.), która uświadomiła mi, że dla mojego Synka, wówczas bardzo chorego, istnieje bezpieczny i skuteczny sposób odzyskania zdrowia.
Dieta optymalna dawała mnóstwo cennych wskazówek, ale też mnożyła pytania w mojej głowie. Była świetnym punktem startu do samodzielnego myślenia i uczenia się obserwacji organizmu własnego dziecka, jak również uczenia się na sobie. W tym wielomiesięcznym procesie regularnie wspomagała mnie Autorka, cierpliwie odpowiadając na każde z moich licznych pytań.  Potem wypłynęłam na głęboką wodę już samodzielnie, wyposażona w niezbędne narzędzia – wiedzę i umiejętność obserwacji. Teraz sama szukam i znajduję odpowiedzi na moje kolejne pytania.
Druga książka – Dieta dobrych produktów przedstawia wyniki dalszych poszukiwań samej Pani Doktor. Myślę, że ona też zadawała i wciąż zadaje sobie pytania, a jej cenna wiedza i porady ewoluują.
Autorka zaleca ograniczenie węglowodanów, ze szczególnym zwróceniem uwagi na szkodliwość zbóż. Wprawdzie nie ograniczam węglowodanów w mojej diecie i diecie moich Dzieci ściśle według zaleceń dr Witoszek, ale słuchamy naszych smaków… właśnie według zaleceń Pani Doktor. Zaczęłam preferować warzywa, prawie zupełnie odchodząc od zbóż. Moje Dzieci pozostały przy zbożach głównie bezglutenowych, i to szanuję. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że zjadamy mniej węglowodanów, niż przeciętny człowiek, bo… tak nam smakuje!
W Diecie dobrych produktów czytamy o obciążeniu dla organizmu, jakie stanowi nadmiar białek lub ich mieszanie (pokarmy wysokobiałkowe to mięso, jajka, mleko i jego przetwory, ryby, orzechy i rośliny strączkowe). Moje Dzieci intuicyjnie czują, co im służy: rzadko wybierają białka zwierzęce lub jadają je w małych ilościach (np. mojej Dziewczynce zdarza się raz na dwa – trzy tygodnie, że zje z dużą ochotą… pół jajka!), choć raz na kilka tygodni lub miesięcy potrafią przez kilka dni z rzędu spożywać na przykład indyka, zdarzają się też dni, w których dobierają sobie różne rodzaje białek i siłą rzeczy zjadają wtedy mniej węglowodanów. Myślę, że dzięki temu, że nie zmuszam ich „w imię zdrowia” do jedzenia białka (ani czegokolwiek innego), są w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej.
Dla mnie najcenniejszą i najbardziej uniwersalną wskazówką dr Witoszek jest zalecenie, aby obserwować swój organizm, tj. zwracać uwagę na korelację między tym, co się zjadło, a przeróżnymi, mniej lub bardziej wyraźnymi sygnałami, jakie wysyła ciało (w tym – mózg). Sygnały te mogą wystąpić do 72 godzin od spożycia określonego pokarmu, z tym, że najwięcej informacji niesie tzw. objaw poranny, czyli wszelkie nieprzyjemne symptomy występujące po przebudzeniu się rano. Może to być tylko „zwykły” brak ochoty na wstanie z łóżka, nieprzyjemny zapach z ust lub ćmienie w głowie, drapanie w gardle, przytkane ucho, niedrożny nos lub też poważniejsze stany, takie jak nieprawidłowy poziom glukozy we krwi, ból w stawach itd. Ponadto, Autorka książki zauważa, że w objawy te mogą występować w pewnych przewidywalnych odstępach od momentu spożycia danego pokarmu (zgodnie z zasadą ciągu liczb Fibonacciego).
Podpowiedzią do obserwacji jest umowny podział pokarmów na „produkty dobre” i „produkty złe”. Podział ten wskazuje na pokarmy, które nie powinny sprawiać problemów zdrowotnych lub które szkodzą rzadziej i na pokarmy nawykowo nadużywane, a co za tym idzie – często szkodliwe.
Ja sama wypróbowuję na sobie różne wersje pokarmowe. Migrena, przytkane ucho, lekko przytkana dziurka w nosie po przebudzeniu, intensywne swędzenie skóry, poranny biały nalot na języku, zły nastrój czy roztargnienie „bez powodu” to najczęstsze sygnały ostrzegawcze wysyłane przez mój organizm. Migrena u mnie to ewidentne następstwo spożycia zbyt dużej ilości białka mlecznego lub czerwonego wina, a przytkane ucho i nos oraz biały nalot na języku wynika z nadmiaru produktów zbożowych lub cukrów prostych (owoców suszonych, miodu itp.) zjedzonych poprzedniego dnia, natomiast świąd skóry pojawia się do godziny po zjedzeniu siarkowanych owoców suszonych, nawet w małych ilościach. Istnieje też wiele „podejrzanych” pokarmów, co do których oddziaływania na mój organizm nie jestem pewna. Wiem jednak, jaki pokarm niemal gwarantuje mi dobre samopoczucie i daje dużo energii: są to warzywa, w tym – ziemniaki, w przeróżnej postaci, w przemyślanych kompozycjach smakowych, z dodatkiem różnorodnych przypraw, ziół, nasion i naturalnych tłuszczów (masła, smalcu, oliwy z oliwek), na ciepło, z dodatkiem surówek lub sporej ilości zieleniny. Lubię też surowy orzech kokosowy spożyty od czasu do czasu jako samodzielny posiłek z czarną kawą lub z zieloną herbatą z dodatkiem imbiru, bo po takim zestawie przez długi czas czuję się najedzona, lekka i pełna energii.
Dochodzę do wniosku, że każdy człowiek powinien sam stworzyć sobie swoją indywidualną listę dobrych i złych produktów. Dobrze jest, aby umożliwić to też dzieciom. W ich przypadku taka lista będzie dynamiczna, bo, jak zaobserwowałam, z dłuższym okresie czasu dziecięce smaki i reakcje na różne pokarmy zmieniają się, i to bardzo. Przytoczę fragment wypowiedzi dr Witoszek na temat smaków dzieci:
Zazwyczaj dziecko jest podporządkowane oczekiwaniom dietetycznym rodziców, jego smaki są drugorzędne lub w ogóle pomijane. Niesamowite. We wszystkich chorobach zobowiązani jesteśmy do powrotu do źródeł; do uczenia się zachowań dziecięcych, tak chętnie tłumionych przez dorosłych: nie chcę tego zjeść! Pozwól mi nie zjeść tej resztki na talerzu! Nie mam już na to ochoty! Ukryty, podświadomy sens tych próśb można wyrazić innymi sowami: pozwól mi być zdrowym! Pozwól mi nie chorować! (Dieta dobrych produktów, str. 342 – 343).
Dr Witoszek obala mit o konieczności unikania zarazków. Aby być zdrowym, nie musimy przed nimi uciekać, zresztą w praktyce jest to niemożliwe. Aby być zdrowym, należy dbać o wzmacnianie swojego organizmu, każdej jego komórki, głównie poprzez właściwe odżywianie. Mocne tkanki, sprawne śluzówki są wystarczającą barierą dla kłopotliwych gości. Należy podjąć odpowiedzialność, a nie przenosić winy na wirusy, bakterie, grzyby, pasożyty czy zimną pogodę. Świadomość tego daje siłę i wolę dbania o własny organizm w codziennej profilaktyce, a w przypadkach poważnych chorób – wolę uratowania samego siebie.
Czytając książkę, zastanawiałam się, na ile wpływa na nasze zdrowie sama tylko obecność danego składnika pokarmowego (np. białka mlecznego – kazeiny) w naszym menu, a na ile – odpowiednia lub nieodpowiednia kompozycja kulinarna zawierająca ten składnik. Istnieje przecież coś takiego, jak synergia. Wikipedia podaje następującą definicję synergii: Synergia – współdziałanie różnych czynników, którego efekt jest większy niż suma poszczególnych oddzielnych działań, oraz definicję synergii w rozumieniu farmakologicznym: Dwa lub więcej słabo oddziaływujących na pacjenta leków, po zaaplikowaniu ich razem, przynoszą bardzo silne efekty. Synergia w tym przypadku może polegać zarówno na interakcji substancji czynnych poszczególnych leków na poziomie biochemicznym, jak też na synergicznej odpowiedzi organizmu na leczenie (na poziomie fizjologicznym).
Według medycyny chińskiej z kolei ważne jest właściwe zestawienie różnych składników, istotna jest obecność wszystkich pięciu smaków (kwaśnego, słodkiego, gorzkiego, ostrego i słonego) lub ich części w potrawie, proporcje między nimi oraz ewentualna obróbka termiczna. Lekarz medycyny chińskiej być może odradziłby podanie choremu dziecku szklanki chłodnego mleka, ale zaleciłby szklankę ciepłego mleka z dodatkiem masła, czosnku i miodu. Zauważam u swoich Dzieci i u siebie samej, że czasami dany pokarm szkodzi, jeśli jest podany bez dodatków, ale wpływa korzystnie w odpowiedniej kompozycji, w towarzystwie innych składników. Nie mam wątpliwości, że dużą rolę odgrywają tu przyprawy i surowe warzywa jako „towarzysze” głównego dania. Pozostaje jeszcze kwestia wpływu na zdrowie szkodliwych dodatków, jakie powszechnie występują w produktach spożywczych: konserwantów, sztucznych barwników, aromatów, środków ochrony roślin, pozostałości po sztucznych nawozach czy antybiotykach i hormonach podawanych zwierzętom, zanieczyszczenia z powietrza, wody i gleby. Jeśli ktoś zauważa, że po zjedzeniu cytrusów swędzi go skóra, z jaką pewnością może stwierdzić, że to właśnie cytrusy mu szkodzą, a nie środki chemiczne, którymi konserwuje się te owoce? Czy mamy szansę zjeść niepryskaną, w pełni dojrzałą pomarańczę prosto z drzewa tu, w Polsce, aby to sprawdzić? Można wysnuć przypuszczenie, że odpowiedź dają rozmaite testy alergologiczne. Mam jednak wątpliwości co do ich pełnej wiarygodności, ale o tym – kiedy indziej. Wreszcie, pozostaje pytanie na temat wpływu przemysłowego przetwarzenia pokarmu. Czy surowe, pełnotłuste mleko spożyte tuż po wydojeniu krowy jest tym samym pokarmem, co sklepowe mleko z kartonu? Oba płyny zawierają kazeinę (białko) i laktozę (cukier), czyli substancje, które mogą powodować problemy w osłabionym organizmie. Ale są też pewne różnice: mleko nieprzetworzone zwiera żywe enzymy i tłuszcze w swej naturalnej postaci, które stymulują dobre trawienie i przyswajanie, natomiast mleko przemysłowe pozbawione jest tych cennych substancji, poza tym obecne w nim cząsteczki tłuszczu są rozdrobnione do nienaturalnych dla organizmu ludzkiego, szkodliwych rozmiarów. Myślę, że kwestia kompozycji smakowych, wpływu szkodliwych dodatków i przemysłowych procesów przetwarzania na właściwości pokarmu, a co za tym idzie – na nasze zdrowie to bardzo szeroki temat, nadający się na odrębną książkę…

 

dieta-dobrych-produktow

 

 

 

Książka „Zdrowe Dzieci”

logo-turkus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.