Zdrowe Dzieci gotują: wiórki ziemniaczane


 

Tym razem, w poniższym filmie, przedstawiam ulubione danie moich Dzieci, pełnotłuste i bezzbożowe. Wykorzystane składniki:

  • ziemniaki – z założenia niezanieczyszczone chemią (z upraw ekologicznych);
  • smalec – świeży, naturalny, pachnący, smakowity – bezpośrednio od zaufanego producenta, który współpracuje z małymi gospodarstwami rolnymi; tłuszcz nasycony to ważny element diety dzieci, o istotnym znaczeniu dla rozwoju mózgu, a w przypadku zaburzeń neurologicznych – jego regeneracji; tłuszcz w ogóle – jest czynnikiem zwiększającym przyswajalność witamin A, D, E, K, a tym samym – składników mineralnych i białek, poza tym – stabilizuje gospodarkę cukrową w organizmie;
  • ser żółty – dojrzewający, z mleka niepasteryzowanego z solą kłodawską, dobre źródło białka, wapnia i tłuszczu (w tym cennego sprzężonego kwasu linolowego – CLA, o właściwościach przeciwnowotworowych), a także witamin rozpuszczalnych w tłuszczach: A, D3, E i K2 (tej ostatniej produkowanej przez naturalnie bytujące w serze dojrzewającym, pożądane bakterie); polecam artykuł prof. dr hab. Grażyny Cichosz, prof. zw. (Katedra Mleczarstwa i Zarządzania Jakością przy Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie) pt. Sery dojrzewające – kwintesencja zdrowia ;
  • sól – z Kłodawy: naturalna, nieoczyszczona, niejodowana, bez antyzbrylacza.

Po raz pierwszy moja Córka zastosowała ser żółty; do tej pory placuszki były robione jedynie z ziemniaków, soli i smalcu.

I przy okazji – parę słów na temat jakości pokarmów. Przyznaję, że przykładam do niej szczególną wagę. Jednak z całą pewnością nie wynika to z „mody na ekologię”, ani nie ma nic wspólnego z ortoreksją, która jest jednym z rodzajów zaburzeń odżywiania. Zrezygnowałam ze spożywania wątpliwej jakości produktów, tak jak niektórzy odstawiają papierosy. I oczywiście nie oferuję tych produktów moim Dzieciom. To jest w pełni świadoma i właściwa decyzja, mało tego, nie wiąże się ona z wyrzeczeniem, a raczej – z wyzwoleniem. Tak to odczuwam.

U niektórych osób występują określone dolegliwości zdrowotne bezpośrednio po spożyciu określonego pożywienia. I trudno tu mówić o „przesadzie” czy „radykalizmie” (cytuję moją znajomą), jeśli osoby te po prostu chcą uniknąć nieprzyjemnych doznań, takich jak migrena, napady padaczkowe lub inne zaburzenia neurologiczne po spożyciu mleka z kartonu czy zupy z glutaminianem sodu, ból w stawach po produktach prozapalnych typu słodycze, zanieczyszczone i zmodyfikowane zboża albo przemysłowo wytworzony nabiał, pokrzywka, jaką powodują siarkowane owoce suszone czy wzdęcia brzucha wywołane pieczywem ze współczesnej pszenicy. Tego typu zależności żywieniowo-zdrowotne nie są niczym nowym, wszak piszą o nich sami lekarze (Jonathan Brostoff, Linda Gamlin: Food Allergies and Food Intolerance, Healing Arts Press, 2000 r., Ewa Bednarczyk-Witoszek: Dieta dobrych produktów, Wydawnictwo KOS, 2013 r., Danuta Myłek: Alergie, Wydawnictwo W.A.B. 2001 r.).

Są też osoby, które na typowe, powszechnie dostępne, przemysłowo wytworzone jedzenie reagują niepożądanym wzrostem wagi, nawet przy zdecydowanym ograniczeniu spożywanych porcji, natomiast na zdrowej kuchni, jedząc do syta i kiedy mają na to ochotę, utrzymują stabilną wagę w dłuższym okresie. Do takich osób należy mój Mąż, który pracuje tygodniami w terenie i w czasie pracy zdany jest na jedzenie cateringowe. W czasie ostatniego, zaledwie tygodniowego wyjazdu przybyło mu na wadze trzy kilogramy. Po kilku dobach żywienia domowego jego waga zaczęła spadać. A przecież nie boimy się tłuszczu i jadamy do syta.

Kolejne niebezpieczeństwo w żywności przemysłowo przetworzonej to jej właściwości uzależniające. Uzależniają nie tylko produkty zawierające cukier. Uzależniają również te, w których znajduje się syrop fruktozowo-glukozowy, współczesna pszenica, nienaturalne barwniki, aromaty czy tzw. wzmacniacze smaku (takie jak glutaminian sodu, obecny na przykład w czipsach, przekąskach, przyprawach do zup i sosów, zupach w proszku itp.). Spójrzmy tylko na uczniów, którzy w czasie przerw lub po lekcjach biegną do najbliższego sklepu spożywczego. Co najczęściej kupują? Niestety zdani są tylko na siebie, bo w szkołach nie ma osobnego przedmiotu poświęconego zdrowemu odżywianiu, poza tym rodzice i nauczyciele najczęściej mają nikłą świadomość lub niewłaściwą wiedzę, a niektórzy w ogóle nie orientują się w temacie.

Moje podejście do odżywiania wynika z sukcesywnie zdobywanej wiedzy – z zakresu niektórych zagadnień dot. produkcji rolnej, technologii żywności, a także dietetyki, toksykologii, alergologii, immunologii i biochemii, oraz z doświadczenia – własnego i innych. Z pewnością doświadczenie i praca badawcza dr. Westona A. Price’a sprzed kilkudziesięciu lat powinny dać wiele do myślenia ludziom, którzy beztrosko sięgają po żywność przemysłowo wytworzoną. W najbliższych miesiącach będę starała się przybliżyć moim Czytelnikom tę niezwykłą postać lekarza i badacza oraz wyniki jego wieloletniej pracy, w moich artykułach na stronie internetowej Zdrowych Dzieci lub w formie nagrań audio / video.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.