Ta moja dieta

 

W kręgu moich znajomych, w którym znana jestem ze swego współcześnie „nietypowego” podejścia do kwestii odżywiania dzieci i całej rodziny, zdarza mi się usłyszeć pytania czy wypowiedzi, w których pojawia się określenie „ta twoja dieta”. Jeżę się nieco na to sformułowanie, bo świadczy ono o niezrozumieniu przez moich rozmówców istoty odżywiania i jego wpływu na zdrowie, a przy tym podszyte jest nutką krytycyzmu. Z drugiej strony cieszę się, gdy temat zostaje podjęty, bo mam okazję sporo wyjaśnić, rozwiać wątpliwości, a nawet – wzbudzić zainteresowanie.

I tak na przykład, kiedyś, w czasie towarzyskiego spotkania, moja przyjaciółka ze szkolnych lat, gdy przypadkowo usłyszała, że chętnie jadam tłusty boczek, stwierdziła z lekką dezaprobatą, że nie każda dieta jest dobra dla każdego, że jest wiele różnych teorii i książek o odżywianiu i że tak naprawdę nie wiadomo, za czym podążać. Być może spodziewała się „kontrofensywy” z mojej strony, że będę bronić boczku, tymczasem przyznałam jej rację i zaczęłam pogłębiać temat. Na następny dzień zadzwoniła do mnie i, tym razem już z zaciekawieniem, powróciła do rozmowy, zadając mi dodatkowe pytania.

Nie ma uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi, co więcej – nie istnieje uniwersalna dieta dla jednego człowieka. Organizm ludzki to żywy, dynamiczny układ narządów, tkanek, komórek, naczyń, zróżnicowanych substancji chemicznych i tysięcy rozmaitych szczepów mikroorganizmów, w którym wszystko jest wzajemnie ze sobą powiązane. Na ten układ mają wpływ cały czas zmieniające się, a więc również dynamiczne czynniki zewnętrzne: pokarm (ilość i jakość), fizyczne otoczenie (powietrze, temperatura, wilgotność, ciśnienie, substancje toksyczne), sen (ilość i jakość), wysiłek fizyczny i umysłowy, stan fizjologiczny (ciąża, choroba, wiek), sfera psychiczna (emocje, relacje z innymi ludźmi, przyjemności i zmartwienia), pole elektromagnetyczne (naturalne i sztuczne), fazy Księżyca, leczenie farmakologiczne czy zabiegi chirurgiczne. Tych czynników z pewnością jest więcej; z pewnością nie wszystkie zostały poznane.

Zarówno zmiany zachodzące wewnątrz organizmu, jaki i zmienność czynników środowiskowych powoduje stałą zmianę metabolicznego zapotrzebowania na substancje odżywcze, zarówno pod względem ich ilości, jaki i rodzaju. Dlatego nie sposób opracować właściwej diety dla człowieka, z góry planując mu „zdrowy” jadłospis, na przykład na tydzień, gdyż byłoby to po prostu nierzetelne działanie. Tym bardziej nie widzę uzasadnienia dla tworzenia „jedynie słusznej”, uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi. Potrzeby żywieniowe u jednego dziecka czy rodzica mogą zmieniać się z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień, a nawet… z godziny na godzinę!

Czym więc się kierować? Własnym smakiem, samopoczuciem po posiłku i ogólnym stanem zdrowia.

Jedzenie powinno sprawiać radość, być smaczne, spożywane z apetytem i tylko wtedy, gdy odczuwany jest głód lub też – ochota na coś szczególnego (tak jak u kobiet w ciąży). Zawsze przed posiłkiem warto zapytać siebie samego: na co mam ochotę? I w miarę możliwości, spełnić swoje zachcianki. Jak to zrealizować w warunkach pozadomowych? Podam przykład z własnego życia. Czasami wyjeżdżam z domu wcześnie rano i wracam dopiero wieczorem. Biorę sobie wówczas koszyk z jedzeniem, w którym lądują różnego rodzaju moje ulubione drobne posiłki i napoje, na przykład: sałatka z ziemniaków, ogórka kiszonego i cebuli z dodatkiem sporej ilości oliwy z oliwek, przypraw, nasion i ziół, jajka na twardo z rzodkiewką, domowy pasztet z zieloną sałatą, wiejski twaróg z tłustą śmietaną, cebulą, koperkiem i przyprawami, humus i surowa marchewka, migdały z plasterkami suszonych fig, banany, jabłko, gruszka (w sezonie), kawałki świeżego kokosa, piernik na płaskurce (starej odmianie pszenicy) i miodzie czy biszkopt z jajek, wiórków kokosowych i daktyli, poza tym mocno rozcieńczona kawa czarna i słaba kawa zielona. Ten koszyk to mój mały szwedzki stół, zawierający około czterech z wyżej wymienionych pozycji, z którego wybieram to, co na co mam najbardziej ochotę w danej chwili w ciągu dnia. Często część z tych dobroci przywożę z powrotem do domu, gdy okazuje się, że w danym dniu miałam mniejszy apetyt. Nigdy nie narażam się na długotrwały głód – zawsze mam przy sobie wystarczająco dużo jedzenia.

Posiłek powinien dodawać energii, a nie – powodować senność. Dobry jadłospis kreuje się sam, gdy człowiek szanuje własną wolę, swoje indywidualne smaki i uważnie obserwuje własny organizm. Należy nauczyć się identyfikować i obserwować zależności. Jeśli po spożyciu pokarmu mlecznego występuje kaszel czy migrena, zastanówmy się, czy to zjawisko przypadkiem się nie powtarza. Dobra dieta nie przysparza problemów zdrowotnych i daje dużo energii już od samego rana.

Wydawca mojej książki, gdy wyczytał w niej, jak bardzo zmiennie odżywiają się moje dzieci (które same kształtują sobie jadłospis, wybierając do jedzenia to, co chcą), powiedział, że takie nagłe zmiany w diecie nie są dobre dla metabolizmu. Zgadzam się, że zmiany w diecie wpływają na metabolizm, szczególnie gdy przechodzimy z diety składającej się z produktów wysokoprzetworzonych na żywienie naturalne (w tym przypadku zmieniają się również odczucia smakowe i te zmiany dietetyczne są jak najbardziej pożądane). Zgadzam się również z tym, że pod wpływem zewnętrznych manipulacji dietetycznych możemy wpłynąć na aktywność różnych szlaków metabolicznych. Znamiennym przykładem są wzrosty cukru we krwi po spożyciu jajek czy mięsa w dłuższym okresie stosowania diety niskowęglowodanowej u niektórych osób. Ale należy zadać sobie pytanie: czy na diecie naturalnej powinniśmy wpływać na metabolizm przez planowanie jadłospisu, czy to raczej nasze naturalne potrzeby metaboliczne powinny spontanicznie wpływać na nasz jadłospis? Czy zmiany upodobań smakowych, czasami nagłe, duże i zaskakujące, tak charakterystyczne dla kobiet w ciąży i dzieci, oraz podążanie za tymi upodobaniami, tj. dostosowywanie do nich naszego menu, może być szkodliwe? Zaznaczam przy tym jeszcze raz, że zadaję te pytania w kontekście odżywiania naturalnego, w którym nie ma miejsca na wysokoprzetworzone, uzależniające produkty spożywcze (zob.: artykuł pt. Groźne produkty i odżywcze pokarmy). Uważam, że powinniśmy raczej dostosować żywienie do zmiennych potrzeb metabolicznych organizmu zamiast odgórnie na niego wpływać w imię jakichś teorii dietetycznych, z prostej przyczyny: nie jesteśmy w stanie przewidzieć i uwzględnić wszystkich zmian, jakie w nim i jego otoczeniu zachodzą.

Jedyna uniwersalna, „odgórna” zasada, jaką polecam wszystkim: dorosłym i dzieciom, zdrowym i chorym to zasada spożywania pokarmów czystych (nieskażonych chemicznie), pozyskanych z poszanowaniem praw natury i nieprzetworzonych przemysłowo, w całej gamie ich rozmaitości.

Na tym polega cała „ta moja dieta”.

 

 

Książka „Zdrowe Dzieci”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.