Odżywianie dziecka z alergią i nietolerancją pokarmową

Odżywianie dziecka z nadwrażliwością pokarmową to temat rzeka, często źle rozumiany. Nieporozumienie wynika z błędnych założeń co do przyczyn tego problemu zdrowotnego, jak również niedostrzegania faktu, że każde dziecko jest inne, że każdy organizm inaczej reaguje na różne bodźce środowiskowe, co więcej – że reakcje zmieniają się w czasie.
Jestem daleka od ignorowania wyników różnego rodzaju testów alergologicznych, jednak uważam, że wprowadzają one zbyt wiele zamieszania. Przede wszystkim powodują, że przestajemy uważnie obserwować organizm dziecka i przestawiamy się na działanie mechaniczne: test wykazał nietolerancję jajek, a więc bez większego zastanowienia na długie miesiące wykluczamy z diety naszej pociechy jajka. Z drugiej strony bez obaw niemal codziennie podajemy jej płatki kukurydziane, bo z badania nie wynika, aby kukurydza powodowała jakiś problem. A tymczasem nasze dziecko… wciąż się drapie: w pierwszym, drugim, trzecim i kolejnym roku pozostawania pod rzekomo fachową opieką alergologa.
Uważna obserwacja organizmu dziecka to jedno. Drugie – to podążanie za jego zmiennymi smakami. I tu jest pies pogrzebany. Takie postępowanie wymaga wysiłku, co więcej – jest sprzeczne z tradycyjnym sposobem wychowywania („Dzieci i ryby głosu nie mają” – skąd my to znamy?), bardzo wygodnym dla dorosłych. Trzeba więc porzucić wygodę i trochę się wysilić: odnaleźć źródła czystego jedzenia (takie jak np. gospodarstwa ekologiczne), zapełnić lodówkę, zamrażarkę i spiżarkę czy szafki kuchenne różnorodnymi pokarmami, przyzwyczaić się do wysiłku codziennego gotowania, nauczyć się żonglować pokarmami w ofercie kulinarnej i przestać się obrażać na dziecko, gdy mu coś nie smakuje, dać mu „powybrzydzać”, innymi słowy – dać mu prawo do swobodnych wyborów kulinarnych. To trudne, ale… niezwykle skuteczne.
Wracając do głównego tematu, aby mieć efekty, musimy zdobyć nieco teoretycznej wiedzy. Przede wszystkim należy rozróżnić alergię i nietolerancję pokarmową. Umownie możemy przyjąć, że oba pojęcia mieszczą się pod jednym parasolem zwanym nadwrażliwością pokarmową (szerzej piszę o tym w mojej książce). Są jeszcze inne aspekty, które powinniśmy uwzględniać w terapii, takie jak:
  • sygnały wysyłane przez organizm (fizyczne i psychiczne);
  • przemysłowe produkty spożywcze a odżywcze pokarmy naturalne;
  • klasyfikacja biologiczna pokarmów;
  • komponowanie posiłków;
  • obróbka pokarmów;
  • nadwrażliwość na jeden pokarm w relacji do innych składników diety;
  • rola tłuszczu w leczeniu;
  • stan żołądka i jelit a nadwrażliwość pokarmowa;
  • wpływ leków i szczepionek;
  • alergeny wziewne i kontaktowe a alergeny pokarmowe.
Niestety lekarze najczęściej nie uwzględniają wszystkich tych czynników, stąd mała skuteczność leczenia alergii i nietolerancji pokarmowych w medycynie akademickiej. Pamiętajmy, że skuteczne leczenie nie oznacza ustąpienia wysypki czy chronicznego kataru na miesiąc czy dwa. Oznacza trwałe ustąpienie wszelkich objawów choroby organizmu, niezależnie, czy to będzie wysypka, nawracający ból ucha czy tiki nerwowe. Jeśli dobrze leczymy alergię, ustępuje choroba neurologiczna. Jeśli właściwie postępujemy w chorobie neurologicznej, ustępuje alergia, a na twarzy dziecka pojawia się uśmiech. Takie są prawa Natury.

 

Książka „Zdrowe Dzieci”

logo-niebieski-turkus-zolty-fioletowy-1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.