Groźne produkty i odżywcze pokarmy

 

We współczesnej diecie przeciętnego człowieka istnieje szereg zdrowotnych zagrożeń. Są one często ukryte, trudno samemu je wyśledzić bez sięgnięcia do specjalistycznej wiedzy, na przykład z zakresu technologii żywności. A przecież większość z nas – rodziców nie jest specjalistami w tej czy innej dziedzinie związanej ze zdrowiem. Ja też nie jestem, ale ponieważ w ciągu ostatnich kilku lat dążyłam do wypracowania jak najlepszego sposobu odżywiania moich dzieci i całej naszej rodziny, zainteresowałam się tematem. I włos zjeżył mi się na głowie. Bo okazało się na przykład, że „zdrowy, żytni chleb na zakwasie, bez konserwantów i spulchniaczy” nie zawsze jest taki zdrowy. Do tego samego wniosku doszłam w przypadku kiełbasy czy sera żółtego, produkowanych w sposób tradycyjny, bez jakichkolwiek dodatków „E” itp., pochodzących z tzw. swojskich, nierzadko ekologicznych źródeł. Zazwyczaj, gdy pytałam wytwórcę „zdrowej” wędliny czy sera o rodzaj soli, słyszałam odpowiedź: „No, wie pani, taka zwykła, biała, sypka sól ze sklepu”. Mało kto z wytwórców „swojskiego jedzenia”, skądinąd pysznego i w szlachetny sposób wytwarzanego, świadomie używa soli kamiennej, tej bez toksycznego antyzbrylacza, a przecież jest to sól tania i użycie jej mogłoby posłużyć reklamie ekologicznego produktu. Inny przykład dotyczy mleka. Kiedyś, gdy podawałam moim dzieciom mleko z kartonu (zawsze pełnotłuste), myślałam, że podaję im jeden z podstawowych, prostych pokarmów stworzonych przez naturę, do którego niczego nie dodano i niczego nie ujęto. Dzisiaj wiem, że właściwości biochemiczne takiego mleka daleko odbiegają od cech mleka spożywanego prosto po udoju.

Sól czy mleko to niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Jest jeszcze sporo innych rzeczy, na które powinniśmy zwrócić uwagę. Dlaczego nie nakarmię moich dzieci pysznymi „domowymi pierogami z truskawkami” w przytulnej jadłodajni, w której robią pierogi na miejscu? Bo słowo „domowy” nie jest już w stanie uśpić mojej czujności. Obawiam się cukru oraz rodzaju pszenicy, soli i tłuszczu, jakie zostały użyte. Kelnerka zapewnia mnie, że pierogi nie zostaną posypane cukrem, ale można spodziewać się go w samych truskawkach, gdyż tradycyjnie farsz owocowy przygotowywany jest z dodatkiem cukru.

Kiedyś, w czasie wakacji w Chorwacji podeszliśmy do rybaków, którzy sprzedawali świeżo złowione ryby, prosto z grilla. Pachniały przepysznie, ale cóż z tego, skoro kucharz na naszych oczach polewał leżące na rozżarzonym grillu ryby zwykłym olejem roślinnym i posypywał je jakimś żółtym proszkiem, prawdopodobnie przyprawą z dodatkiem glutaminianu sodu? Niestety nie zdołaliśmy się porozumieć co do tego, aby przyrządził nam rybkę bez tych dodatków.

Inny sprzedawca ryb, człowiek, który jest dumny ze swej ekologicznej hodowli, zaproponował nam osobiście wędzonego jesiotra, przyprawionego ziołami i… solą morską. Użył tej soli, w przekonaniu, że jest zdrowa. Oczywiście taka sól, w przeciwieństwie do zwykłej soli warzonej, zawiera cenne minerały. Ale niestety, najprawdopodobniej zawiera też substancje toksyczne pochodzące z zanieczyszczonych mórz.

Może się wydawać, że zwracanie uwagi na takie szczegóły to przesada. Ja jednak dochodzę do innego wniosku, na podstawie obserwacji życia, w którym widać coraz więcej chorób i różnego rodzaju zaburzeń zdrowotnych wśród ludzi i zwierząt, jak również na podstawie wiedzy, którą wciąż pogłębiam oraz własnych przemyśleń. Uważam, że należy unikać nawet najmniejszych ilości trucizn tam, gdzie tylko jest to możliwe, poprzez wyrabianie w sobie nowych, „ochronnych nawyków”, w taki sposób, aby życie nie stało się zbyt skomplikowane.

Wracając do trucizn wokoło nas, trzeba mieć na uwadze, że nigdy nie uda się ich wyeliminować w 100%. Organizm ludzki na szczęście ma zdolność do obrony przed substancjami toksycznymi, jeśli jest zdrowy i dobrze odżywiony. Jednak istnieje pewna granica dla ilości szkodliwych substancji, powyżej której mechanizmy obronne zawodzą. Każdy człowiek ma swoją indywidualną granicę. Niektóre dzieci zaczynają reagować na chorobotwórcze pierwiastki czy związki szybciej i mocniej, a inne – później lub mniej zauważalnie. Nie wiemy na przykład, przy jakiej kumulacji rtęci zostaje przekroczona indywidualna granica. Problem potęgowany jest faktem, że rtęć występuje w wielu różnych miejscach: w wodzie pitnej, w rybach, owocach morza, glonach morskich i soli morskiej, w świetlówkach (które stają się groźne po rozbiciu), w niektórych szczepionkach itd. A przecież rtęć to nie jedyna trucizna w naszym środowisku, w dodatku jej toksyczność może być wzmocniona przez synergię z innymi toksycznymi pierwiastkami, takimi jak aluminium. Należy więc dmuchać na zimne, mając nadzieję, że organizm naszego dziecka poradzi sobie z tą ilością szkodliwych związków chemicznych, na którą rzeczywiście nie mamy już wpływu.

Dlaczego większość przemysłowych produktów spożywczych nazywam groźnymi? Przecież nie stanowią one bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia. Problem w tym, że ich oddziaływanie na człowieka nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, a skutki diety opartej na takich produktach ujawniają się dopiero po latach. Mało tego, nie czujemy powiązania między talerzem, a zdrowiem i nie chcemy go dostrzec, gdyż… jesteśmy uzależnieni. Często przemysłowo wyprodukowana żywność przynosi nam psychiczne ukojenie, jak narkotyk. Poza tym trudno uwierzyć, że to, co robi większość ludzi i co jest usankcjonowane tzw. normami może być niebezpieczne. Wszak normy mają nam dać poczucie bezpieczeństwa. Większość przemysłowych produktów spożywczych nazywam groźnymi również dlatego, że ich codzienne spożywanie w dłuższym czasie może prowadzić do niedożywienia jakościowego i chorób.

Poniżej przedstawiam praktyczne zestawienie groźnych produktów i ich zdrowych, odżywczych odpowiedników, przydatną „ściągę”, z której zawsze warto korzystać, gdy planujemy zakupy, zdrowy jadłospis i gotowanie:

 

GROŹNE PRODUKTY

ODŻYWCZE POKARMY

  • cukier wyekstrahowany, rafinowany (sacharoza, laktoza, glukoza, fruktoza itp.) i cukier brązowy
  • słodkie syropy (glukozowo-fruktozowy, klonowy, słodowy, z agawy, melasa itp.)
  • inne przemysłowo wytworzone substancje słodzące (aspartam, sacharyna, ksylitol itp.)
  • świeże owoce
  • owoce suszone
  • miód
  • stewia, lukrecja i inne zioła nieprzetworzone przemysłowo
  • słodkie warzywa, na przykład marchew
  • współczesna pszenica
  • stare odmiany pszenicy: samopsza, płaskurka, kamut
  • mleko przemysłowo przetworzone (pasteryzowane, UHT)
  • śmietana przemysłowo wytworzona
  • zsiadłe mleko, kefir, jogurt, maślanka przemysłowo wytworzone
  • ser przemysłowo wytworzony (twaróg, ser żółty, ser topiony, serek homogenizowany itp.)
  • masło przemysłowo wytworzone
  • surowe, niepasteryzowane mleko prosto od krowy, kozy lub owcy
  • śmietana z mleka surowego
  • zsiadłe mleko, kefir, jogurt, maślanka, serwatka z mleka surowego
  • twaróg z mleka surowego
  • inne sery z mleka surowego (na etykiecie sera określanego jako niepasteryzowane), z solą kamienną bez antyzbrylacza
  • masło z naturalnej śmietany, zebranej z mleka surowego
  • margaryna
  • oleje roślinne rafinowane
  • nierafinowane oleje roślinne tłoczone na zimno,
    nieprzechowywane w warunkach chłodniczych po wytłoczeniu
  • tran rafinowany
  • tran witaminizowany
  • wyłuskane orzechy i nasiona, które długo leżały na półkach sklepowych, kupione poza sezonem
  • masło naturalne, świeżo zrobiony smalec wieprzowy, tłuszcz wołowy, kaczy, gęsi itp.
  • nierafinowany olej kokosowy, nierafinowany olej palmowy, nierafinowana oliwa z oliwek
  • oleje roślinne tłoczone na zimno spożywane na surowo tuż po tłoczeniu
  • nierafinowany, fermentowany tran
  • pełnotłuste mleko i jego przetwory (sery, śmietana, kefir, jogurt), żółtka, tłuste części mięsa, tłuste ryby, świeże orzechy i nasiona ze sprawdzonych źródeł
  • ryby z przypadkowego straganu, sklepu, supermarketu lub hipermarketu
  • owoce morza z przypadkowego straganu, sklepu, supermarketu lub hipermarketu
  • ryby ze źródeł ekologicznych lub z naturalnie prowadzonych gospodarstw
  • owoce morza ze źródeł ekologicznych
  • mięso z przemysłowych hodowli
  • wędliny przemysłowo wytworzone
  • mięso z małych, tradycyjnych gospodarstw lub z gospodarstw ekologicznych
  • dziczyzna
  • wędliny robione w domu z mięsa dobrej jakości
  • jajka z przemysłowych farm
  • jajka z małych, tradycyjnych gospodarstw lub z gospodarstw ekologicznych
  • soja (jako ziarno lub składnik produktu spożywczego)
  • fermentowana, niemodyfikowana genetycznie soja ze źródeł ekologicznych (jeśli takowa istnieje), jako dodatek do dań
  • kukurydza (jako ziarno lub składnik produktu spożywczego)
  • niemodyfikowana genetycznie kukurydza ze źródeł ekologicznych (jeśli takowa istnieje)
  • sól warzona, sól z antyzbrylaczem, sól jodowana
  • naturalna sól kamienna bez dodatków
  • woda w butelkach plastikowych, woda z kranu
  • być może (nie znam dobrego rozwiązania): woda filtrowana przez filtr z odwróconą osmozą połączony z filtrem węglowym, jako mniejsze zło, pod warunkiem utrzymywania naturalnej i urozmaiconej, bogatej w minerały diety
  • pozostałe przemysłowo wytworzone produkty spożywcze (większość)
  • pozostała żywność nieprzetworzona lub niskoprzetworzona pochodząca z intensywnych upraw i przemysłowych hodowli: warzywa, owoce, mięso, jajka, orzechy, nasiona, ziarna, kasze
  • pokarmy naturalne nieprzetworzone – warzywa, owoce, mięso, ryby, jajka, orzechy, nasiona, ziarna, kasze pochodzące z małych, tradycyjnych gospodarstw lub z ekologicznych upraw i hodowli
  • pokarmy naturalne przetworzone w domu lub w gospodarstwie wiejskim

 

Ekologicznie czyste warzywa kiełkują, wypuszczają listki, słowem – rosną i żyją, co widać po cebuli, czosnku, ziemniakach, korzeniach imbiru, marchewki, pietruszki, rzepy itp. Warzywa uśmiercone zabiegami przemysłowymi nie dają oznak życia. O tym, czy nasiona, ziarna i pełne kasze są żywe, można przekonać się, stwarzając im warunki do kiełkowania: w kiełkownicy, na talerzyku z mokrą tkaniną lub watą, albo też w garnku z wodą. Jeśli nie kiełkują, można mieć wątpliwości, czy na przykład nie zostały napromieniowane.
Powyższa tabelka wskazuje wzór, do którego powinniśmy dążyć, stopniowo i powoli odchodząc od groźnych produktów i szukając odżywczych pokarmów. Z pewnością pierwszym korzystnym krokiem w tej transformacji będą zakupy w hipermarkecie lub innym sklepie połączone z czytaniem etykiet. Czytanie etykiet wiąże się z koniecznością uzbrojenia w wiedzę (oraz lupę), bowiem nie tylko enigmatyczne „E + jakiś numer” wskazuje na zagrożenie. Należy uważać na przykład na dodatki sojowe czy kukurydziane, ukryte pod takimi nazwami, jak „izolat białka sojowego”, „syrop glukozowy” itp. Soja i kukurydza mogą być transgeniczne skażone. Również ogólne sformułowania typu „przyprawy”, „aromat”, a nawet „naturalny aromat” mogą być przykrywką dla czegoś tak szkodliwego jak neurotoksyczny glutaminian sodu lub inny szkodliwy związek chemiczny.

Zapełnianie kuchni samymi odżywczymi pokarmami może wydawać się trudne. I takie jest, z początku. Wiąże się z nabyciem pewnej wiedzy, umiejętności i wprawy. Ktoś, kto nie prowadzi auta może mieć wrażenie, że koordynacja biegów, pedału gazu, obserwacji drogi i manewrów na skrzyżowaniu pełnym innych samochodów jest sztuką nieosiągalną. A przecież po zdobyciu pewnych umiejętności dla wielu jest sprawą łatwą i oczywistą. Takie samo wrażenie sprawia umiejętność koordynacji zakupów i planu jadłospisu ze zdrowym odżywianiem dziecka, z uwzględnieniem jego indywidualnych preferencji smakowych, wrażliwości pokarmowej itp. Jednak zapewniam, że nie jest to niemożliwe i po osiągnięciu wprawy staje się naturalne, tak jak jazda samochodem po uzyskaniu prawa jazdy: z każdym kolejnym miesiącem i rokiem praktyki jest coraz łatwiej.

Uważam, że zastąpienie groźnych produktów odżywczymi pokarmami jest pierwszym krokiem, jaki należy zrobić w kierunku profilaktyki zdrowotnej dziecka zdrowego i leczenia dziecka chorego. A co dalej? O tym – w mojej książce.

 

Książka „Zdrowe Dzieci”

 

4 thoughts on “Groźne produkty i odżywcze pokarmy

  1. A czy może Pani polecić jakieś dobre źródło ryb? Może być nasza okolica (Małopolska), może być gdzieś indziej. Domyślam się, że wszelkie bałtyckie, nawet jeśli bezpośrednio od rybaka, raczej odpadają…

    p.s. Czekam na książkę! 🙂

  2. Niestety nie mam teraz „na oku” dobrego źródła ryb. Czym należałoby się kierować, w poszukiwaniu takiego? Najlepiej, aby były to ryby z dzikich i czystych terenów, złowione przez zaprzyjaźnionego wędkarza – hobbystę… Chodzi nie tylko o czystość środowiska, w którym ryba żyje, ale również rodzaj pokarmu, jaki spożywa. Ryba w naturalnych warunkach nie odżywia się zbożem czy przemysłową karmą zawierającą zboża, transgenicznie skażoną soję, mączkę z zatrutych ryb morskich, pestycydy, konserwanty i nie wiadomo jeszcze co. W naturze ryba żywi się mniejszymi rybami i innymi stworzeniami oraz glonami.
    Oczywiście możemy iść na jakiś kompromis, wybierając ryby z ekologicznych terenów, choć sztucznie dożywiane, i spożywając je tylko od czasu do czasu. Proszę spojrzeć tutaj: http://www.stawymilickie.pl/ – kiedyś zaopatrywali jedną z większych sieci handlowych, nie wiem, jak jest teraz, można do nich zadzwonić. Można też poszukać „szlachetniejszych” sprzedawców ryb na Targu Pietruszkowym w Krakowie, wejść z nimi w kontakt, porozmawiać o sposobie żywienia ryb.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Niestety dla większości ludzi sa to produkty nie do zdobycia . W sklepach jest co jest , o swojskiej śmietanie czy maśle można tylko pomarzyć

  4. Nie wiem, gdzie Pani mieszka, domyślam się po adresie e-mail, że w Wielkiej Brytanii. Trudno jest mi więc odnieść się do Pani sytuacji. Natomiast w Polsce „swojskie jedzenie” jest jak najbardziej do zdobycia, i to nie tylko na wsi, ale w większości miast i miasteczek – na targach, na które przyjeżdżają drobni rolnicy z wyrobami ze swoich własnych gospodarstw. Zakupów można dokonać na targu lub umówić się z rolnikiem na odbiór towaru w jego gospodarstwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.